13.11.08

Pozdrowienia z...

Taki na ten przykład Łowicz: skupisko ponad dwudziestokrotnie mniejszej liczby ludzi niż Łódź, ale za to ilu rowerzystów na ulicach! Myślę, że to może mieć związek z: mniejszymi odległościami dzielącymi punkty w mieście, kiepską komunikacją miejską, mniejszym ruchem ulicznym, tradycją, no i płaskowatością terenu, na którym rozciąga się owo miasto. No i inna, niż w Łodzi, dominująca grupa rowerzystów na ulicach: osoby w wieku 40, 50 i więcej lat.
Za to HuBar złowił na Piotrkowskiej, jak to określił, smaczne obrazki. Pierwszą Osobę udało mu się sfotografować jedynie od tyłu, ale i tak możemy podziwiać kozaki jakie wdziała ta Pani.

Nie inaczej bezkompromisowo, jeżeli chodzi o obuwie, postąpiła druga Osoba. No i jeszcze ten klasycznie dziewczęcy kolor roweru!

12.11.08

Czarny płaszczyk, różowy rower

Powrót do codzienności oznacza kolejne spotkania z Rowerzystami, którzy traktują dwa kółka jako środek przemieszczania się po mieście. I tym razem minąłem kilka Osób, które jeżdżą na rowerze po Łodzi w normalnych ciuchach. Co więcej, przywiązują wagę do tego aby rower nie tylko był wygodny, ale i nie ujmował nic ze stylu w jakim się noszą. Oto Pani w czarnym płaszczyku:

Spotkałem ją w trakcie wykonywania manewru zmiany pasu, poprzedzającego skręt w lewo. Manewr taki nie należy do łatwych, ale ta Pani wykonała go nie tylko poprawnie, a przez to bezpiecznie, ale i z gracją.

Klasyczna jesienna elegancja.
Kolejną napotkaną Osobą (znów kobieta!) jest Gość z zagranicy. Oto o wiele swobodniejszy styl, a przy tym rower w żywym i jednocześnie łagdonym kolorze.

Lady, I give you best wishes! If you read those words, maybe you'll share with us your impressions of cycling in Lodz (in comments - komentarze). Regards!

11.11.08

Święto Niepodległości

Dzień sprzed 90 już lat przyjmuje się jako datę odzyskania przez Polskę niepodległości. Wszyscy potrafiący odczytać te słowa wiemy, jak mało pokorną jesteśmy zbiorowością i jak trudno nam myśleć o dobru wspólnym. Przez to nie potrafiliśmy i nie potrafimy nadal wykorzystać w pełni daru niepodległości. Ale nie miejsce tu na biadolenie, dziś zajmiemy się innymi, nie znanymi szerszej publiczności faktami.
Otóż, 11 listopada 1918* roku jest datą ważną również dla łodzian, albowiem tego dnia dowborczycy, legioniści, peowiacy oraz nowo zwerbowiani utworzyli Łódzki Pułk Piechoty, później przeorganizowany na 28 Pułk Piechoty "Dzieci Łódzkich" (vel "Dzieci Łodzi"), a po połączeniu z 13 Pułkiem Strzelców - 28 Pułk Strzelców Kaniowskich. W związku z tym, 11 listopada przyjęto jako święto 28 PSK, który stacjonował w Łodzi. Konkretnie jego koszary znajdowały się u zbiegu obecnej ulicy Żeligowskiego i alei 1 Maja (współcześnie Uniwersytet Medyczny).
Oprócz piechurów z 28 PSK, w Łodzi stacjonował też cały lub w części 31 PSK. OK, co to ma wspólnego z rowerami? Otóż, jak podaje Wielka Encyklopedia Uzbrojenia MSWojsk 1918-1939, w kompanii zwiadowczej każdego pułku piechoty znajdował się pluton kolarzy! Nie znam szczegółów dotyczących kolarzy w 28 czy 31 PSK, być może jest coś w najnowszej publikacji Konrada Czernielewskiego i Witolda Jarno "Garnizon Łódzki Wojska Polskiego 1918-1939", do ktorej jeszcze nie dotarłem. Ale znalazłem tę fotografię zeskanowaną przez bolasa:

Oto drużyna "Dzieci Łódzkich" (czyli prawdopodobnie 28 PSK) biorąca udział w zawodach marszowych na trasie Łódź - Zgierz - Aleksandrów - Łódź. Chodzi oczywiście o widoczną na fotografii asystę rowerową.
Żołnierze mieli do dyspozycji rowery różnych producentów o wdzięcznie brzmiących nazwach, Ormonde, Gloria, ale także maszyny o typowo wojskowej nazwie PWU wz. 35 (czyli z Państwowych Wytwórni Uzbrojenia model wg wzoru z 1935 r.).

Źródło: www.iirp.prv.pl
Sporo fotografii żołnierzy WP na rowerach znajduje się tutaj, m.in. z ćwiczeń w naszym regionie:

Fotografia zamieszczona przez bodziu00000
Niestety, kto rowerem wojuje...

Polacy wkraczający na Zaolzie w 1938 r. - fotografia zamieszczona przez TomekSz
...musi się liczyć z tym, że mu ten rower mogą potem zabrać:

"Auf der Strasse nach Lodz 13.09.1939" Źródło: www.historic.de
Jeżeli "nach" to znaczy że w drodze do Łodzi; widać trakcję elektryczną linii tramwajowej po prawej stronie maszerujących żołnierzy Wehrmachtu; a zatem mogła to być linia aleksandrowska lub rzgowsko-tuszyńska, ewentulanie zgiersko-ozorkowska (ale ten kierunek wydaje się mniej prawdopodobny).
Wszystkiego dobrego, niepodległa Polsko rowerowa!

*To źródło podaje 1919 r., ale wygląda to na cyferkową pomyłkę.

10.11.08

Kurierzy

Powinienem z tym wpisem poczekać do jakiegoś dnia całkiem powszedniego, a nie burzyć porządek długiego łikendu. Ale jedna z tych rzeczy, którymi chcę się z Wami podzielić jest na tyle świeża, że aż mnie korci.
Otóż, zaczęło się od tego, że uparłem się, żeby znaleźć teledysk sprzed paru (sześciu?) lat: początek stylizowany na wybór zawodnika jak w grze komputerowej; możemy być skaterem (żeby być konsekwentnym, powinienem napisać "skejterem"), gościem na rolkach albo rowerzystą; w teledysku wybór pada na rolki i rower, a potem zaczyna się wyścig tych dwóch ulicami jakiegoś downtown (dauntaun?); muzyka elektroniczna z pretensjami do house (haus; ale raczej łatwego i dosyć topornego). Teledysku nie znalazłem i krew mnie zalała (jak to, nie ma czegoś na youtube?!). Aha, elementem utrudniającym jest fakt, że nie pamiętam ani nazwy wykonawcy tej muzyki, ani tytułu tego utworu. Wiem tylko, że w trakcie padają słowa o "house music"...
Ale znalazłem to:

To nie jest poszukiwany przeze mnie teledysk, poza tym tam był wyścig, tu pościg. Ale idąc tym tropem... dania główne: Wciąż jesteśmy w Londynie

Takie wyścigi to alleycat. W Łodzi też odbywają się podobne imprezy.
No i na drugie prawdziwa perełka: Udajemy się za Ocean

Empire from Empire on Vimeo.
Teraz trzy pytania, konkursowe:
1) Co ma Łódź wspólnego z Londynem?
2) Co ma Łódź wspólnego z Nowym Jorkiem?
3) Jakiego typu rowerów używają kurierzy (rozwiązanie techniczne kwestii napędu, widoczne zwłaszcza na "Empire")?
Nie trzeba odpowiadać na wszystkie trzy pytania, żeby wziąć udział w losowaniu "atrakcyjnych nagród".

9.11.08

Ta oby nie ostatnia niedziela

Podkład muzyczny (jego odtworzenie może wymagać cierpliwości)

Teraz nie pora szukać wymówek
fakt, że skończyło się,
dziś przyszedł inny, bogatszy i lepszy ode mnie
i wraz z Tobą skradł szczęście me.

Jedną mam prośbę, może ostatnią
pierwszą od wielu lat,
daj mi tę jedną niedzielę,
ostatnia niedzielę,
a potem niech wali się świat
[na Boga, nie! - wićka].

To ostatnia niedziela
dzisiaj się rozstaniemy,
dzisiaj się rozejdziemy
na wieczny czas.
To ostatnia niedziela,
więc nie żałuj jej dla mnie,
spojrzyj czule dziś na mnie
[oby nie] ostatni raz.

8.11.08

Sobotni hunt

Dziś relacja .skunk.a z jego wędrówki przez pewne senno-mleczne miasto...

Kiedy w sobotni poranek otworzyłem jedno oko i poczułem na źrenicy przejmujący chłód listopada byłem prawie pewien. Gdy otworzyłem drugie oko i wyjrzałem przez okno aby zobaczyć gęstą jak budyń mgłę - wiedziałem co będę dzisiaj robił. Czas na łowy ładnych rowerków.
Poszedłem do Śródmieścia piechotą po drodze zahaczając o kilka lokacji. Pod Realem ustawiono stanowisko dla rowerów - z tabliczką, niestety bez kamer dbających o bezpieczeństwo (żeby jeszcze ktoś się w nie gapił!). Na stojaku stał między innymi taki vintage:

Mimo, że park Poniatowskiego przyciąga raczej spokojem, a nie wzmożonym ruchem rowerowym, to tam dorwałem pierwszą zawodniczkę:

Dodatkowo w parku jak co dzień gromada młokosów łamała sobie karki i łokcie na świeżo wybudowanym torze dirtowym. Średnia wieku oscyluje wokół 12, a i szyku brakuje osobnikom ledwie oderwanym od cycka, toteż jedynie z kronikarskiego obowiązku:

Przejazd na skrzyżowaniu Mickiewicza/Kościuszki mimo, że oddany do użytku jakiś czas temu wciąż nie spełnia wymogów cywilizacji europejskiej odnośnie wysokości podjazdów. W dodatku ludność masowo kroczy po ścieżce, co daje się zauważyć przy okazji schnięcia farby.

Długi i bezowocny spacer Piotrkowską wart był zobaczenia tego widoku. Oto bowiem zapomniane przez łodzian stojaki na rowery (ktoś w ogóle pamięta, że to stojaki?) zapełniły się smukłymi jak osa krążownikami szos. Spięte ze sobą niczym w dzikim tangu zastygły na moment aby nie peszyć pobożnej ludności ludycznymi harcami.

Szkoda, że nie zainteresowały się swoim samotnym kolegą:

W międzyczasie raz na 20 minut śmigał ktoś interesujący, niestety zimno zmuszało do pośpiechu i jak na złość migawka nie chciała trafiać we właściwy moment.

W zimny dzień lepiej postać w cywilizowanych warunkach, nawet jako eksponat z poprzedniej epoki:

Mimo, że z silnikiem, to proszę zwrócić uwagę na stylową skrzynię do przewożenia pizzy. Pizzeria Presto ma dobre tradycje w krzewieniu dwukołowej propagandy, z innego lokalu pizzę dowozi kurier na kolarce, szeroko znany braci bywającej tu i ówdzie.

A oto przykład totalnego braku dbałości o swojego rumaka. Dzieci - nie próbujcie tego w domu!

I tak dotarliśmy do Manufaktury - łódzkiego wyznacznika miejskich trendów. Już przy wejściu knajpa Wook przypomina nam o ustroju jaki panuje w najludniejszym kraju świata:

Na koniec efekt półgodzinnego oczekiwania na cokolwiek ciekawego:

Zmarzłem, zgłodniałem, wydałem ostatnie pieniądze na zbytki. Czegoż nie robi się dla LodzCycleChic!

Tyle .skunk. Jestem pod wrażeniem... Ze swej strony dodam, iż zauważyłem tożsamość stojących rowerów (vintage i harcujące) z rowerami ujeżdżanymi (park Poniatowskiego i Manufaktura). To świadczy o kompletności Twojej relacji i potwierdza, że kierowałeś obiektyw na właściwe Osoby...

7.11.08

Noc listopadowa

"Brzydka jak noc listopadowa" - to był jeden z tekstów mojego przebojowego kolegi ze SP. Tym razem wieczór (a wraz z nim noc) był jedyny w swoim rodzaju, bo po mieście rozpierzchli się posłannicy idei Łodzi jako Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Oczekując swojego przydziału magnesów z logo tej idei, fotografowałem przemierzających ciemności posłanników innej idei (ale mającej z poprzednią wiele wspólnego) - Łodzi jako miasta zroweryzowanego. Ciekawe jak wiele osób nie przejmuje się nieprzychylnością pory i innymi brakami infrastrukturalnymi, wybierając się w drogę przez Łódź na rowerze. Nas rzecz jasna interesują Ci Nieprzeciętni.

Foto: patsywojt
Rower "sportowy", ale paltocik elegancki. Pochwalamy.

Lubimy luz, ale też cenimy klasykę.

Będzie Kandydatka do tytułu najbardziej szykownej łodzkiej rowerzystki listopada.

6.11.08

Iskierka

Szary tłum w pochmurnym mieście, kilkadziesiąt samochodów tłoczących się Narutowicza i Ona jedna odważna, która wybrała rower.

Utrecht (2) i nie tylko

Rzecz będzie o transporcie dzieci. Z jeżdżeniem na rowerze po mieście jest podobnie jak z chodzeniem na mecze piłkarskie - prawie wszyscy wiedzą jak bardzo jest to niebezpieczne, zwłaszcza ci, którzy w życiu na meczu nie byli. Oczywiście istnieje znacząca różnica w kulturze prowadzenia oraz w bezpieczeństwie jeżdżenia na rowerze między PL a NL. Niemniej, jeżeli jest się przewidującym i przewidywalnym, poruszając się na rowerze po np. Łodzi można co najwyżej cierpieć z powodu niewygody, o wypadek jest dość trudno. Z powodu braku sieci ścieżek rowerowych w Centrum raczej rzadko można spotkać kogoś przewożącego swoje dzieci na rowerze. Zamierzam być tutaj jednym z pionierów, tym bardziej że - póki co - wszystko jest na dobrej drodze do spełnienia podstawowego warunku dla tego zamiaru. A tymczasem zestaw kolejnych obrazów z Utrechtu zarejestrowanych przez niestrudzoną patsywojt, na temat tego jak można wozić (własne?) dzieci.

Pani po lewej - dwa foteliki na rowerze, jeden zajęty, sakwy i uchwyt na wózek; Pani po prawej - przyczepka, w której (wg relacji patsywojt) wiozła gaworzące z nią 1,5-roczne dziecko. Takie przyczepki widziałem już u nas w handlu (poza tym, że są na allegro), cena ok. 450 zł.

Fotelik dla małych dzieci (mniej niż roczne-dwuletnie) na kierownicę.

Wersja z owiewką - ta mi się szczególnie podoba.

Dosyć popularny patent - wygląda jak rower półciężarówka, ale to pudło z przodu jest właśnie do przewozu większych dzieci.

Taka pozycja wymaga od dziecka dobrego utrzymywania równowagi, no i nie jest to sposób do wożenia się po normalnej ulicy, ale tam gdzie nie ma samochodów.

No i dla starszych dzieci - oto wzór dzielnego Ojca!
Miało być nie tylko z Utrechtu, więc jedna fotografia z Amsterdamu (dzięki uprzejmości Ursinovianusa):

5.11.08

Lawiranci

Wschodnia część Śródmieścia stanęła. Przypuszczalnie, ma to coś wspólnego z robotami na Kopcińskiego. Faktem jest, że na Narutowicza i sąsiednich ulicach dłużej się stoi niż jedzie. Nie wszyscy rzecz jasna muszą stać.

Włączyłem się dziś rano do korka (korku?) skręcając ze Składowej i z napotkanym nowym Znajomym na giancie przejechałem odcinek do Kopcińskiego, niejednokrotnie wciskając się między stojące samochody i tramwaje czy autobusy. Nie należy to do rzeczy najbezpieczniejszych, ale przy zachowaniu precyzji i przewidywalności (zarówno czyichś zachowań, jak i własnej) jest skutecznym sposobem na najszybsze pokonywanie odległości na zakorkowanej ulicy.
Wracając spotkałem zaś tego jegomościa:

Odradzam robienia takich rzeczy. Przejeżdżanie przez przystanek przy otwartych drzwiach tramwaju nie jest ani kulturalne, ani bezpieczne.