Z perspektywy 1350 km, z biblią cycle chicu pod ręką, mam jeszcze większy podziw dla ludzi na rowerach w Łodzi. Tego co robią w tym niby-mieście. Doceniam bardziej ich wkład w nawiązywanie do europejskich standardów cywilizacyjnych. Brzmi górnolotnie, ale jak się ogląda fotografie z Kopenhagi i innych miast, czyta zachwyty Collvile-Andersena nad europejskimi mieszczuchami i obserwuje tutejsze starania by upowszechnić jazdę na rowerze w mieście, trudno nie myśleć w ten właśnie sposób o Was.
Jutro rano znów rozpoczniecie dzień od gry ze światłem, jak na tych fotografiach wykonanych w miejscu moich ulubionych przystanków po drodze do pracy.
Do dzieła!