29.1.09

Dzień miłych spotkań

O 9:44 brite spotkał na Piotrkowskiej Martę:

Im bliżej końca miesiąca, tym więcej szykownych Rowerzystek na ulicach. A już się martwiłem, że mrozy i śnieżyce wpłynęły zdecydowanie niekorzystnie na różnorodność stylów prezentowanych w styczniu.
5 minut później studiujący na UM inimicus spotkał po raz kolejny rower Pani, która - jak się okazało - jednak pracuje w szpitalu na placu Hallera. A po następnych 20 minutach patsywojt widziała kolejnego dzielnego Rowerzystę z kulą na plecach:

Może ktoś wie coś więcej o tej praktyce? Czyżby zalecana forma rehabilitacji? A może jakiś nowy trend wśród Osób ograniczonych ruchowo?
Przed 15 spotkałem najszykowniejszą łódzką Rowerzystkę w grudniu. Co znamienne, zauważyłem ją w sklepie z tekstyliami. Była mile zaskoczona wiadomością, że pojawiła się na jakimś blogu. Pozdrawiamy i gratulujemy jednocześnie!
W drodze na Widzew minąłem dwóch interesujących Rowerzystów - użytkownika srebrnego składaczka:

- i Pana wykorzystującego niedoskonałą "ścieżkę rowerową" wzdłuż Rokicińskiej:

Natomiast późnym wieczorem widziałem na Zielonej Roberta, tym razem na dahonie, w towarzystwie Konrada (?), który teraz z kolei dosiadał tę piękną gazelę.

Naprawdę, cieszę się z każdego kolejnego elementu pasującego do tej łódzkiej rowerowej układanki. Jak to fajnie, że poznajemy się i możemy nawzajem podnosić na duchu w naszym trudzie wiezienia (przed narodem) elegancji kagańca.

Summary: Will be soon (on Friday, promise). Now I can only write, that the most elegant Polish cyclists are in Łódź.

4 komentarze:

lavinka pisze...

Fak. Miałam nie przeklinać. Ale właśnie zachorowałam na kraciasty płaszcz. Szkoda tylko,że nie mam miejsca w szafie. Muszę unikać sklepów do wiosny.... a wszystko przez blog ;P

meteor2017 pisze...

Ja bedę na Masie... ale pod Zygmuntem, więc się nie spotkamy :->

patsywojt pisze...

Jak tam MK? Bo znani mi rowerzyści o 18.00 uczestniczyli w dyskusji o normach dróg rowerowych na Piotrkowskiej 104. Niby blisko ale jednak daleko....

Konrad pisze...

O rany! Kiedy Brite fotografował rowerzystkę Martę ja marudziłem koledze jaka to wielka szkodam,że nie mam przy sobie aparatu i nie mogę uwiecznić tej szykownej damy.